JP Delaney, W żywe oczy

10/19/2018 11:39:00 AM

To jedna z tych książek. O jej premierze mówi się dużo i głośno. Robi się wokół niej bum i szum szczególnie w mediach społecznościowych. Autor za sprawą Lokatorki postawił sam sobie wysoko poprzeczkę, więc kiedy wyszło na jaw, że Wydawnictwo Otwarte wydaje w Polsce jego kolejną książkę, to logicznym jest, że w środowisku książkowym zaczęło wrzeć. 

Dla mnie Lokatorka była świetna. Przeczytajcie tutaj moją recenzję. To jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, jaki przeczytałam w ubiegłym roku, a może nawet w ogóle. Uważam, że autor wprowadził pewną nową jakość wśród tego typu książek. ALE minął już ponad rok i ja w tym czasie trochę innych książek przeczytałam... Niestety nieco zapomniałam o stylu w jakim piszę, o atmosferze w jaką wprowadza i zagadkach, które tworzy. 





W ŻYWE OCZY

JP Delaney 


Wydawnictwo Otwarte




Lektura W żywe oczy  była dla mnie mega odskocznią, była czymś nowym i czymś czego ewidentnie potrzebowałam. Długo już nie czytałam... A przynajmniej nie tak, jak powinno się czytać książki - wziąć tom do ręki, usiąść pod kocem czy kołdrą, nie myśląc o niczym innym i zapomnieć chociaż na chwilę o otaczającym świecie. A jednak Delaney sprawił, że tak właśnie siedziałam i zachwycałam się strona za stroną tym, co stworzył. Nie dość, że wbił mnie w fotel kilka razy, nie raz siarczyście go przeklęłam za zrobienie ze mnie głupiej, to przypomniałam sobie też, za co kocham czytać książki. Wykreował niesamowitych bohaterów o bardzo złożonej psychice. Nie mogłam za nic w świecie dojść do tego, co jest prawdą, a co fikcją i z zapartym tchem czytałam dalej. 

Na pochwałę zasługuje przede wszystkim pomysł aby opowiedzieć tę historię w konkretny sposób... A mianowicie wpleść w narrację elementy sztuki i dramatu. Czapki z głów! Nie jestem znawczynią, do teatru nie chodzę, ale był to zdecydowanie powiew świeżości wśród książek z gatunku. Być może historia ta, opowiedziana zwyczajnie, czy jak każda inna książka, nie byłaby już tą samą historią i nie zaciekawiła by nas tak samo. A tak oto staliśmy się obserwatorami sztuki jaką było życie Claire. Ja byłam wierną fanką. Nawet jeżeli nie podobały mi się jej decyzję, momentami wręcz niesamowicie drażniły, to przypominałam sobie, że nie znam jeszcze zakończenia... A jej życie toczy się pod dyktandem pewnych reguł.

Autor postawił sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Jak dla mnie W żywe oczy jest dużo lepsze od Lokatorki i wydaje mi się, że nie jestem w tym odosobniona. Polecam - zaskoczy Was to co przeczytacie i za nic nie zrozumiecie zasad gry, która odbywa się między bohaterami.


Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Otwarte


You Might Also Like

2 komentarze

  1. "W żywe oczy" to książka, która nie pozwala odłożyć siebie na półkę i skończyć w bliżej nieokreślonej przyszłości. Niesamowicie wciąga! Polecamy gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro w "w żywe oczy" jest lepsze od "Lokatorki" to koniecznie muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń