#bookstagramtopasja

3/15/2017 06:39:00 pm


Uwaga, post jest prawdopodobnie pełen rażących powtórzeń i zawiera zbyt wiele przecinków, a w niektórych miejscach gdzie być powinny, to ich nie ma. Ta ważniejsza część wpisu jest troszkę dalej.

Usiadłam we wtorek do komputera żeby kontynuować pisanie magisterki. Ba, specjalnie olałam zajęcia aby zostać w domu i w końcu ruszyć z nią do przodu, bo czuje już nóż na karku (taki dwa razy większy niż ostatnio). Jak tylko spojrzałam na polskie i angielskie artykuły, które muszę przejrzeć by cokolwiek naskrobać dalej, jedyne co mogłam zrobić to udać się na długi spacer z moim głupim psem (wiecie, że go kocham). Na taki długi, że aż ledwo szedł z powrotem, co jest ewidentnie rzadkością, bo ten owczarek od szczeniaka ma jakieś cholerne ADHD (choć wystrzelić w górę, praktycznie wyrywając mi przy tym rękę, za stadem wiewiórek miał jeszcze siłę). Mogłam też wysprzątać dom, zrobić jakby wegański obiad dla siebie i rodziców (bo wiecie, od siedmiu dni nie jem mięsa, bo tak po prostu). Jak to wszystko zrobiłam, nie śpiesząc się przy tym oczywiście, to usiadłam do laptopa z powrotem. Jeszcze raz przejechałam wzrokiem po czekających mnie ustawach i innych pierdzieleniach, przypomniałam sobie w ogóle o czym pisałam ostatnim razem (czyli jakieś ponad dwa tygodnie temu) i zwyczajnie stwierdziłam, że czas na nowy post, nie będący recenzją. Shit. W tym właśnie miejscu przerwałam przedwczoraj pisanie, bo uznałam, że i tego mi się nie chcę robić. Poszłam za to pobiegać z moimi wyglądającymi już jak nastolatkowie rodzicami (którzy wpędzają mnie swoją drogą w ogromne kompleksy). Cały dzień wolny przeznaczyłam na NIC. Fucking perfect.

No bo od kilku dni dużo sobie myślę. O wszystkim. Nic z tego konstruktywnego ewidentnie nie wynika, ale i tak myślę. Nad sensem moich studiów, nad senem pisania tej magisterki, choć jej temat nie jest błahy, raczej można rzec iż jest istotny i bardzo ważny w dzisiejszych czasach. Nie dotyczy picia napojów gazowanych, tylko pedofilii do cholery. No właśnie, gdzieś mi się ostatnio wyświetliła prośba o wypełnienie ankiety dotyczącej właśnie tego problemu/zjawiska? Zwał jak zwał. Myślałam że to żart, ale nie, jednak to było na poważnie. Szacunek. Tak czy siak, złapałam się za głowę i w duchu karciłam za porwanie się z motyką na słońce. Mi się po prostu nie chcę a wybrałam temat rzekę. Jak każdemu, powiecie. No zgadza się, ale nadal mi się nie chcę i nie specjalnie mi to pomaga, gdy tak mówicie że każdemu się nie chcę.

Myślę też o tym moim całym książkowym, instagramowym hobby.

Niecałe dwa miesiące temu założyłam bookstagrama, o czym wiecie. Znalazłam przy tym sposób na ucieczkę. Od obowiązków rzecz jasna, bo to była główna pobudka. I okazało się, że nie jestem jednak taka do dupy, jak mi się dotychczas wydawało. Niesamowicie mnie to uskrzydliło i cóż mogę powiedzieć, zawładnęło moim życiem. Wydałam od razu majątek na książki w wersji papierowej, których już dawno nie czytałam a tym bardziej nie kupowałam. Zapełniłam swój iCloud identycznymi zdjęciami. Siedziałam cały czas z nosem w telefonie albo w laptopie. Nie do końca kontaktowałam z rzeczywistością. O wspomnianych obowiązkach z wielką przyjemnością zapominałam, a kiedy dostałam propozycję recenzji pierwszej książki to po prostu czułam się jak pieprzony geniusz. Od razu zaczęłam myśleć o napisaniu maili do wydawnictw, już chciałam być jakąś wielką blogerką, recenzentką i cholera wie czym jeszcze, mimo że "miałam" dopiero miesiąc. NA SZCZĘŚCIE się opamiętałam. Hola, tu jest tyle osób, które na prawdę na to zasługują, które są w tym świecie znacznie dłużej i na prawdę znają się na rzeczy. Jest tyle oryginalnych osobowości, których wpisy uwielbiam czytać i z ogromną przyjemnością obserwuje ich profile. Osoby, które stają się moją inspiracją, a także kimś więcej, bo łączy nas ta sama miłość. Miłość do książek i fotografii. Jest wiele osób, które po prostu traktują to jako hobby i jako sposób na wyrażanie siebie. Kilka takich dziewczyn stworzyło ostatnio świetną akcję "Bookstagram to pasja", z którą się zgadzam w stu procentach. Cała idea akcji sprawiła, że zaczęłam się ostatnio nad tym wszystkim mocno zastanawiać, bo zrobiło się to dla mnie lekko "niesmaczne", to wypominanie sobie zdobywania liczby obserwatorów za wszelką cenę, czy zdobywania jak największej ilości współprac recenzenckich (z drugiej strony, kuźwa, to też mnie wnerwia). Bo właśnie, są też zapewne osoby, które po prostu chcą dostawać za darmo książki. Powoli to wszystko rozgryzam. Nie wiem. Pewnie się mylę.

No dobra, ale kim ja jestem? Jestem tu niecałe dwa miesiące. Ja wiem, że liczby nie mają znaczenia, ale cholerka jest już Was na Instagramie 1500 osób! To niesamowicie cieszy i to z czysto egoistycznych pobudek - kurna, jestem jednak dobra i coś mi się udało! Dziękuje Wam i kocham Was za to, że staliście mi się tak bliscy. Jest kilka osób, które mogę z ręką na sercu nazwać moimi osobami, tak jak Meredith Grey nazywała niegdyś Christinę (dla fanów Greys Anatomy). Moja praca, czyli moje zdjęcia, mimo że proste i minimalistyczne jednak kogoś przyciągają. Są proste, są prawdziwe, są moje. Prawdopodobnie nudne i nie zbyt artystyczne, ale trudno bo jednak ktoś chce je oglądać. To jest zajebiste uczucie, dlatego tak właśnie ciesze się, że mam taką piękną liczbę na koncie! Tak samo, jak przyciągnęły kogoś moje chaotyczne posty na tym blogu, słowa które wyrzuciłam z siebie po przeczytaniu według mnie dobrych książek - mimo, że bez ładu i składu, z błędami i prawdopodobnie nie dające się przeczytać, jednak znalazły jakieś grono odbiorców. I to cieszy najbardziej. Dzięki!

Bookstagram to pasja. Racja! Dlatego powiedziałam sobie, że nie mam zamiaru pisać na chwilę obecną do wydawnictw. Być może właśnie ktoś "ważny" to czyta, a ja skreśliłam sobie jakąkolwiek możliwą przyszłą współpracę, ale dla mnie nie ma to już znaczenia. Nie po to zakładałam konto. Nie po to, żeby dostawać książki, których tematyka mnie nie interesuje i słodzić o nich a przy tym zaśmiecać sobie i Wam Instagram. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że pierwsza książka, którą dostałam całkowicie przypadła mi do gustu i byłam przy pisaniu recenzji jak najbardziej szczera. Dlatego jeżeli kiedykolwiek dostanę propozycję dotyczącą książki, której tematyka na prawdę mi odpowiada (jak w przypadku tej pierwszej), bez wahania się zgodzę.

Chodzi mi o to... Właściwie nie wiem o co mi chodzi. Myślę nad czymś intensywnie od jakiegoś czasu, czytam blogi, czytam recenzję, oglądam instastory, generalnie żyje tym światem i nachodzi mnie kilka refleksji. Wiecie, mój blog to miał być też swego rodzaju pamiętnik, więc ten post do tego mi aktualnie służy. Do przelania tych myśli. No bo... nie wyobrażam sobie pisania recenzji po każdej przeczytanej książce. Od tygodnia chciałam coś tu dodać, ale nie wiedziałam o czym napisać a kilka pozycji przeczytałam. Ja na prawdę podziwiam osoby, które piszą prawie codziennie recenzje po każdej skończonej książce. To tylko świadczy o tym, jak bardzo JA się do tego nie nadaję. Z resztą wiecie, że moje opinie to nie recenzje. To moje czyste emocje. I tylko wtedy jestem w stanie coś napisać, kiedy na prawdę książka wywrze na mnie ogromne wrażenie. Ale takie na prawdę ogromne a mnie nagle coś natchnie. No bo powiedzmy, że przeczytałam teraz zwyczajną książkę, romans, new adult czy coś (uwielbiam je) i bardzo mi się historia spodobała, połknęłam ją w dobę czy tam dwie, ale nie wyzwoliła u mnie jakoś lawiny myśli, nie pobudziła do analizy i interpretowania ludzkiego życia, nie zrobiła ze mnie głupiej (a to jak już wiecie kocham najbardziej podczas czytania). Co z tego, że większość czasu podczas czytania byłam podekscytowana. No bo co mam teraz o takich bohaterach i ich historii, których jest setki, napisać? Książka opowiada o tym i o tym, bla bla bla bla, ten bohater przeżył to ale tamten przeżył tamto, dwie zagubione duszyczki, bla bla, na prawdę piękna książka dająca nam do myślenia, grająca na naszych emocjach, ucząca że to i tamto, bla bla. Amen. Kropka? Dobra, wyjaśniam. Szanuje każdą przeczytaną recenzję. I szanuje każdą pracę włożoną w napisanie takiej opinii. Ale nie lubię ich czytać. Nie lubię tych szablonowych recenzji i doszłam właśnie teraz do takiego wniosku (oczywiście wniosek ten poprzedzony jest półtoramiesięczną analizą, haha). Czytam takie wpisy głównie, kiedy chcę dowiedzieć się czegoś o książce zanim ją kupię i robię to bardzo pobieżnie (więc jak widać są one oczywiście bardzo potrzebne, jest wiele osób, które robią to perfekcyjnie a nie mi to wszystko tak na prawdę oceniać). No ale jednak dla przyjemności takich streszczeń, zakończonych jednym akapitem opinii własnej, nie lubię czytać. Więc zwyczajnie nie mam zamiaru takowych pisać (jak pracowałam w UK w restauracji menagerka powiedziała mi banalne słowa, które staram się wprowadzać w każdą dziedzinę swojego życia "traktuj klienta tak, jakbyś sama chciała zostać potraktowana", serio to wiele zmienia). Być może cały bloggerski świat nie jest dla mnie, ale akurat z tego nie zrezygnuję nawet jeżeli po tym poście mnie ktoś znienawidzi i stracę jakiś obserwatorów. Bo świetnie się bawię i przynosi mi to radość, a tego mi ostatnio w życiu brakowało.

Jestem tu sobą. I chce zostać sobą, bo w codziennym życiu nie zawszę mogę. Trochę to paradoksalne, prawda? Mówi się, że w Internecie możemy być tym kim chcemy, możemy udawać ile wlezie, a ja jednak czuje inaczej. Nie chce nic robić na przymus, nie chcę czuć się do czegoś zobowiązana (tak jak do magisterki na przykład). Bookstagram to pasja, o czym wspomniałam już dwa razy i tak to właśnie traktuję. Bookstagram to źródło wiedzy o wspaniałych książkach, źródło inspiracji do zdjęć, sposób na spotkanie cudownych osób. A ja jestem tak na prawdę nikim w tym świecie i wiem, że nie powinnam się teraz wypowiadać na takie tematy. Może popełniam duży błąd, ale był po prostu moment (związany chyba z tym, iż mi się jakoś zaczęło powodzić w krótkim czasie), że się nieco zatraciłam i teraz chce się "naprostować", choć bardziej sama przed sobą. A pamiętacie pierwszy post? (jeżeli nie czytaliście, to zapraszam do zakładki ABOUT). Ja jestem tu szczera, jestem tu naturalna, bo nienawidzę sztuczności i zbędnego słodzenia (ale zbędnego, bo gdy jest uzasadnione to wtedy sama robię to do przesady). W ogóle to przecież mnie życie wkurza i jestem anty wszystko! Muszę zostać taką osobą  jaką jestem na prawdę i jaką byłam od początku (taką Chyłką na przykład).

Chcę Wam dawać jak najwięcej od siebie i wkładać w to serducho. Chcę robić zdjęcia i bawić się tym, bo to od zawsze było moim hobby tylko że nieco zapomnianym, a teraz wybudzonym ze śpiączki - po to mi bookstagram. Chcę dzielić się prawdziwymi emocjami po przeczytaniu książki, do czego służyć mi będzie ten właśnie blog. Ale przede wszystkim chcę być takim obserwatorem (trochę biernym), kibicem i fanem Was wszystkich - bo jesteście moją inspiracją! Tylko błagam (tak, pomimo że ze mnie lekko gówniarz, to już mam do Was pewien apel) pamiętajmy wszyscy: czytanie książek to najcudowniejsza czynność na świecie, to nie powinien być nasz obowiązek (no czasami jest, ale to nie po to tu jesteśmy, żeby pisać o przeczytanym kodeksie karnym czy psychologii jakiejś tam), to nie jest też moda (tak jak przyszła moda na bycie fit), a zwyczajnie ŻYCIE. Czytanie książek to przyjemność znana wszystkim od tak wielu lat i nigdy, przenigdy nie zginie, a w dzisiejszych czasach mamy natomiast ten przywilej, że możemy się dzielić nią z ludźmi nawet na drugim krańcu świata.

Do usłyszenia! Oby.



You Might Also Like

26 komentarze

  1. Uwielbiam cię za to, że walisz prosto z mostu, za to że jesteś sobą. To jest cudowne! Dlatego ludzie cię kochają 💗
    Aga
    @magical_reading

    ReplyDelete
  2. Cudowny post, bardzo dający do myślenia! Idealnie ujęłaś w słowa to, o czym wiele osób niestety zapomina - czytanie i dzielenie się tym ma sprawiać przyjemność przede wszystkim nam. Uwielbiam sposób, w jaki "zwyczajnym" wpisem potrafisz przekazać takie morze emocji <3

    http://mala-czytelniczka.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aah, dzięki!! Wiele to dla mnie znaczy <3

      Delete
  3. Wow! Czytałam ten tekst z zapartym tchem! Jesteś genialna i podziwiam Cię za to ♡ Po przeczytaniu tego tekstu sama naprawdę zaczęłam się zastanawiać jaki ja miałam cel zakładając bookstagrama? Chyba po prostu się w tym wszystkim pogubilam i chciałam być jak inne dziewczyny, które mają dużo obserwatorów i dostają wiele książek od wydawnictw. Zatraciłam w tym wszystkim samą siebie. A Ty otworzyłaś mi oczy. I już wiem, ze nie ważne czy mam dużo polubień czy obserwatorów. Guzik mnie obchodzi, że komuś się moje zdjęcia nie podobają czy nie wszystkie do siebie pasują! Będę robić swoje i nie będę patrzeć na innych. A przede wszystkim będę dzielić się swoją pasją czytania książek z innymi. I będę czytac tylko te książki, które mnie interesują. Dziękuję Ci Kochana. Dzięki Tobie zmieniłam swoje nastawienie o 360° ♡ Jestem Ci ogromnie wdzięczna!
    Ostatnio ciągle miałam takie poczucie, że nie czytam dla własnej przyjemności i nie cieszę się z lektury tylko chce jak najszybciej przeczytać żeby napisać recenzje. Nie podobało mi się to uczucie i czas to zmienić !
    Buziaki! ♡

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kurde, aż rodzice zapytali mnie czemu się tak szczerze, jak głupia do sera a ja po prostu czytałam Twój komentarz <3 Dziękuje, dziękuje dziękuje! I teraz właśnie czuje, że mega słodzę, ale w pełni to uzasadnione haha. Cieszę, się że dałam Ci odrobinkę do myślenia. Jesteś cudowną osobą i nią po prostu pozostań! Nie ma co gonić za tym wszystkim, bo to ma nam sprawiać radość a nie stresować - wystarczająco dużo stresu mamy w życiu codziennym.
      A tak poza tym, to ja akurat czytam każdy Twój wpis :D Buziaki!

      Delete
  4. Nie wiem czy czytałaś mój ostatni post, ale czuję w Twoim tekście pewną odpowiedź na moje słowa. Bo sama ostatnio poczułam się przytłoczona i po tylu latach chcę poczuć taką wolność w doborze lektur. To nie jest tak, że przyjmuje współprace dotyczące książek, które mnie nie interesują, bo naprawdę wybieram tylko niewielki ułamek z tego, co mi proponują. Ale to, że mam na jakąś książkę ochotę w danym momencie nie zawsze oznacza, że będę miała również jak już do mnie przyjdzie. A wtedy czuję presję, że to właśnie po nią powinnam sięgnąć w pierwszej kolejności. Współprace trochę zaczęły mi odbierać radość z czytania, chociaż naprawdę wiele im zawdzięczam. Mam jednak nadzieję, że od tej pory ograniczę je do minimum. I totalnie rozumiem Twój wybór.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie czytałam ale miałam zamiar bo sam tytuł już mnie zaciekawił! Tyle że jak to ja, zapomniałam... Pędze zaraz to nadrobić! No właśnie, zastanawiałam się jak to jest... przeciez nie wypada niby na samym początku odmawiać współprac, jezeli chce się coś dalej osiągnąć to od czegoś niby trzeba zaczac, ale czy to juz nie jest na starcie zatracanie siebie jeżeli nie do konca pasuje nam to co czytamy? Wiadomo, później mozna juz przebierać ale co z tym początkiem?
      Dziekuje bardzo za komentarz ❤️

      Delete
    2. Jeśli miałabym coś doradzić to nie popełnij tego błędu co większość - nie zachłyśnij się współpracami. Od samego początku mocno selekcjonuj, wybieraj tylko te w 100% interesujące Cię pozycje. Wydawnictwa będą się pojawiać, bo takie mamy czasy, że bardziej opłaca im się reklama na blogu czy instagramie niż w prasie, więc to nie jest tak, że tylko Ty na tym korzystasz :) Nie martw się, że jak raz odmówisz to więcej nie napiszą, bo to zgubna droga :D

      Delete
    3. Marta, właśnie ten ostatni argument jest dla mnie najcięższy, kiedy przychodzi mi do odmówienia - boję się, że więcej propozycji nie odstanę... Ale ostatnio udaje mi się z tym walczyć :)

      Delete
  5. Tak, tak, tak! Boże, jak mi brakowało takiego wpisu u kogoś. Sama zaczynając bloga, czy bookstagrama poczułam coś w rodzaju 'obowiązku'. Miałam wrażenie, że wszystko musi być perfekcyjne, że muszę być profesjonalna.. Ale do cholery, kim ja jestem żeby tak się zachowywać?! Czułam się źle, gdy nie napisałam "recenzji" po każdej przeczytanej książce, bo miałam wrażenie, że jak mam bloga to powinnam tak zrobić. Twój wpis jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że w "tej strefie" nie ma zasad, nie ma (a przynajmniej nie powinno być) wyścigów typu "mam więcej obserwujących, piszę tyle i tyle recenzji, czytam tyle i tyle, dostaję to i tamto". Bo dokładnie-książki to nasza pasja i sposób na wyrażanie siebie, a nie coś co ma pomóc nam w wybiciu się czy udowodnieniu innym jacy to my nie jesteśmy. Dziękuję za ubranie tego w takie słowa, bo mega mi tego brakowało!!! :* @rozczytane

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od poczatku wiedziałam, że poza tym że założyłyśmy w tym samym dniu bookstagrama to mamy dużo wspólnego 😅❤️❤️

      Delete
  6. Świetny post i powiem Ci, że bardzo podoba mi się Twoja szczerość. Nie nienawidzę Cie za to, co tutaj napisałaś, bo napisałaś to, co siedziało Ci w głowie i jest zgodne z Twoimi odczuciami. A ja bardzo szanuję takie osoby. :) Takie posty są bardzo przydatne, żeby otworzyć niektórym oczy. Nadal będę obserwować Twojego IG bo robisz cudowne zdjęcia, jak i bloga również, bo uwielbiam Twoje chaotyczne recenzje. :D
    Pozdrawiam, Dominika M. <3

    ReplyDelete
  7. Bardzo mi się podoba twoja szczerość. Współprace recenzenckie są super, ale... to jest tylko pewien dodatek i nie to powinno nami kierować w działaniach na blogu czy bookstagramie :)

    ReplyDelete
  8. Wydaje mi się, że ja piszę dosyć szablonowo, chociaż staram się dodać do każdego posta coś mojego - zazwyczaj historię, która wiąże się z zakupem książki, z momentem, w którym czytałam daną pozycję po raz pierwszy. Geniuszem jeśli chodzi o zdjęcia niestety nie jestem, ale w sumie od początku się tym nie przejmowałam. U mnie bookstagram jest dodatkiem do bloga, bo to pisanie jest tym, co uwielbiam robić. Postanowiłam stworzyć swoje miejsce w sieci, bo po skończeniu studiów brakowało mi czegoś, co zapełniłoby mi czas i czym mogłabym się zająć, gdy mój chłopak chce uciec do swojego świata gier. Z lekkim niepokojem patrzyłam na dziewczyny, które dziennie potrafiły na Instastory zaprezentować kilka pozycji, które właśnie wyjęły z paczki i które dostały od wydawnictw. Zgadzam się z Twoimi przemyśleniami, ja też nie chcę zatracić w tym wszystkim siebie i mierzyć swojej wartości ilością tytułów, które otrzymam jako egzemplarze recenzenckie. Chcę być nadal sobą, robić to co lubię, a jeśli przy okazji ktoś będzie chciał to czytać raz na jakiś czas, to rozpłynę się z rozkoszy. Pozdrawiam cieplutko i trzymam kciuki za magisterkę! :)

    ReplyDelete
  9. Ważne by wkładać w to co się robi, duża serducha. A czasem dać sobie odsapnąć, by pamiętać dlaczego to robimy. Kurczę, no. Jestem uzależniona od bookstagrama. Chociaż...czasem miałam dość, ale potrzebowałam odpoczynku. Gdyby nie ludzie których poznałam nie wyszła bym ze swojej skorupy. Dzięki bookstagramowi uczę się na nowo ufać ludziom. Właśnie niesamowite jest to, że jesteśmy tak cudowną społecznością. ❤ Buziaki.

    ReplyDelete
  10. Ale żeś się rozpisała ♥ Lubię czytać takie chaotyczne wpisy, bo dużo w nich miłości, zresztą w Twoich zdjęciach też, dlatego tak dobrze idzie Ci z bookstagramem ♥ Także oby tak dalej!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No poniosło mnie, ewidentnie!😱 Dziekuje Kochana ❤️

      Delete
  11. Uwielbiam Twoją szczerość i twoje opinie o książkach bo sprawiają wrażenie prawdziwych i mają w sobie tyyyle emocji <3 Nie dziwię się, że uzbierałaś tylu obserwatorów w tak krótkim czasie. :)
    http://itsabookgeek.blogspot.com

    ReplyDelete
  12. Wspaniały post! Masz zupełną rację, co do "brania przypadkowych" książek od wydawnictw, tylko dlatego, że są za darmo. I pomimo tego, że twój bookstagram jest dość świeży, to i magiczny! Pozdrawiam cieplutko!

    http://littlebee07.blogspot.com/?m=1

    ReplyDelete
  13. WOW, kolejny super post w którym ujęłaś dokładnie wszystko to, co chodzi mi obecnie lub w ostatnim czasie po głowie. Też nie chcę żeby instagram stał się jakimś jednym, wielkim wyścigiem, przerabiałam to już na swoim poprzednim koncie i nie zamierzam tego powtarzać. Nie tutaj, nie w miejscu na którym tak bardzo mi zależy. Czytanie to przecież pasja a nie jedynie targowanie się o to kto przeczytał jak najwięcej pozycji w danym miesiącu i jak wiele stron one liczyły. Przecież zupełnie nie o to w tym wszystkim chodzi! Początkowo zamierzałam odejść od tematyki Potterowej i poszerzyć ją również o inne pozycje, gdybym jednak miała oceniać wszystkie po kolei, chyba bym zwariowała. Nie chcę czuć obowiązku oceniania czegoś, presji czasu...Nie wiem czy to co napisałam jest logiczne ale powtórzę jeszcze raz - świetny post.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest jak najbardziej logiczne! I dodałaś coś jeszcze, co mi również chodziło po głowie a zapomniałam o tym wspomnieć. Te ściganie sie z liczbą przeczytanych książek i stron. Wtf!! Dobra ja tez robię spis, ale bardziej dla siebie bo rok temu przeczytalam tyle książek,nie zapisywałam i niektorych nawet nie pamietam 😅 Eh. Dzięki za komentarz Kochana ❤️

      Delete
  14. Przeczytałam cały post na jednym wdechu, od deski do deski.. i kurczę dziewczyno, podoba mi się Twój tok myślenia. Wiadomo, liczba followersow cieszy, ale za ta liczba kryją sie ludzie, którzy dają Ci (nam, nawzajem) cząstkę siebie, dzieła sie przemyśleniami, wspierają, motywują.. to jest piękne! Powodzenia w dalszej realizacji bookstagrama i spełniania się w nim! ❤
    ohbookishme.blogspot.com

    ReplyDelete
  15. Jej!!! Jak mi się to przyjemnie czytało! :D
    Mam nadzieję, że na twoim blogu pojawi się więcej tego typu postów. :)
    Pozdrawiam cieplutko! :*

    czytamogladampisze.blogspot.com

    ReplyDelete
  16. No niestety czasem łatwo się zaksztusić tym wszystkim
    Uwielbiam twojego instagrama <3

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com

    ReplyDelete
  17. Cóż mogę powiedzieć...to, że ten post jest genialny to oczywista oczywistość. Trochę jakby "zapytać dzika czy sra w lesie" :D
    Uwielbiam i od dziś dołączam do grupy Twoich fanów! :)

    ReplyDelete